SBH Crystal Beach and Suites

Ocena klientów na podstawie 11 opinii

Lokalizacja: 4,9
Pokój: 4,5
Posiłki: 4,5
Basen: 3,5
Czystość: 4,6
Obsługa: 4,6
Średnia ocena 4.5

81% osób poleca ten hotel

Polecany dla:
ceniących spokój i ciszę
Mocne strony:
lokalizacja, czystość
Słabe strony:
brak
Klienci polecają hotel dla:
  • ceniących spokój i ciszę
  • par
  • seniorów
  • singli
  • rodzin z dziećmi poniżej 5 roku życia

Sprawdź ofertę hotelu SBH Crystal Beach and Suites w Travelplanet.pl

Termin:
05.05.2020 - 06.05.2020
Wyżywienie:
HB - Dwa posiłki
Cena za osobę: 275 zł
Zarezerwuj ten hotel

Opinie Klientów (11)

Znasz ten hotel? Podziel się opinią! Dodaj opinię
  • 5.0
    (grudzień 2018)

    Zdecydowanie bardzo ciche,czyste i spokojne miejsce.

    Bardzo przyjemny i cichy hotel. Szczególnie polecam gdy ktoś szuka prawdziwego spokoju. Posiada własne miejsce z leżakami zaraz przy hotelu jak i bezpośredni dostęp do plaży publicznej.
  • 4.3
    (grudzień 2018)

    Było OK

    W zasadzie nie ma się do czego przyczepić. Hotel, jedzenie , położenie ,czystość bez zarzutu.Jedyny, ale dość poważy zarzut to prawie całodniowy hałas z kilku albo nawet kilkunastu silników wentylatorów w pokojach z widokiem ma morze.-lewa strona budynku od wejścia.Po drugiej stronie-zmieniono nam pokój-
    cicho jak w uchu, chociaż morza widać mało.
  • 5.0
    (listopad 2017)

    przyjemny hotel przy pięknej plaży, świetna kuchnia

    Hotel położony bezpośrednio przy pięknej piaszczystej plaży, łagodne wejście do morza. Każdy pokój posiada taras z leżakami (lub ewentualnie krzesełkami). W pokojach są wygodne sejfy na kod - nie trzeba martwić się o kluczyk.

    Wyżywienie w formie szwedzkiego stołu bardzo smaczne i urozmaicone:
    każdy znajdzie coś dla siebie. Codziennie można liczyć m.in. na ryby i różnorodne owoce morza. Duży wybór łakoci i owoców do kolacji. Dla odmiany można wybrać się na kolację do drugiej restauracji hotelowej (uwaga: ograniczona liczba miejsc i sztywne godziny, trzeba zarezerwować w recepcji), w której potrawy są serwowane: do wyboru są wprawdzie tylko dwa dania główne (ryba lub wieprzowina), ale na przystawkę podawany jest ciekawy zestaw typowych śródziemnomorskich przekąsek (bodajże sześciu). Śniadania natomiast podawane są tylko w formie bufetu, polecam w szczególności koktajle ze świeżo wyciskanych owoców (ponadto bardzo duży wybór dosłownie wszystkiego).

    Pokoje sprzątane codziennie i sumiennie. Obsługa bardzo miła i pomocna. Szefową recepcji jest Polka, p. Monika. W hotelu nie ma dzieci, przeważają niemieccy emeryci, więc jest cisza i spokój, żadnych nachalnych animacji. Nad basenem (malutkim, ale i niezatłoczonym) organizowane są zajęcia z jogi, również bardzo spokojne.

    Miejscowość jest mała i składa się głównie z hoteli, uliczek wystarczy tylko na krótkie spacery, poza tym jest coś w rodzaju promenady w parku utworzonym wzdłuż głównej ulicy (ale nie przy morzu) - za to plażą można wędrować bardzo daleko. W miejscowości są trzy większe supermarkety i kilka malutkich, polecam sklep Tucan (w okolicy hotelu są drogowskazy) - woda, pieczywo, alkohol i przekąski są tam ok. 25 - 50% tańsze niż w pozostałych marketach. Z Costa Calma można wybrać się autobusem do miejscowości Jandia / Morro Jable (bilet sprzedaje kierowca, w jedną stronę kosztuje obecnie 2,70 euro; kursy są co ok. pół godziny - godzinę, a sam dojazd trwa ok. 20 minut).

    Pobyt w hotelu oceniam jako bardzo udany, można się w pełni zrelaksować, a przy okazji skorzystać z pysznej kuchni.
  • 4.5
    (czerwiec 2017)

    Pobyt bardzo udany,jesli bedzie okazja na pewno tam wrócimy

    Hotel w dobrej lokalizacji, idealny dla par szukających spokoju bez dziecięcej wrzawy.
  • 4.8
    (marzec 2017)

    Bardzo fajnie

    Szampan na sniadanie, fontanna z czekolady na kolacje, kolacje, sniadania na wypasie, lunche słabe jednak w momencie, gdy jesz cały dzien zupełnie to nie przeszkadza. Pokój bardzo czyst, codziennie wzorek z ręczników na lozku. Personel pomocny, sympatyczny, uśmiechnięty. Bar przy plazy co jest dodatkowym
    plusem. Fakt jest sporo starszych ludzi, jednak albo wybierasz dzieci biegajace w około Ciebie albo hotel bez dzieci gdzie jest niestety geriatria co na plus wiąże sie ze znacznym spokojem.
  • 4.7
    (luty 2017)

    Oaza spokoju

    Hotel i miejsce z końcowej listy naszego wyboru okazał się świetny. Pierwsze wrażenie - średnie. Nie jest najnowszy, ale bardzo czysty z miłą obsługą, wspaniałym jedzeniem ( bardzo duży wybór potraw na zimno i cieplo) i przepiekną, szeroką plażą z jasnym piaskiem. Miasteczko niewielkie,ale są miejsca
    spacerowe w szerokiej długiej alei w której egzotyczne rośliny daja miły cień, jest scieżka rowerowa, małe sklepiki dla turystów i wspominany w innych opiniach targ senegalski ( 2 razy w tygodniu). Hotel - moim zdaniem- dla osób poszukujacych naprawdę spokoju. Nareszcie coś bez tych okropnych animacji w basenie i wieczorem! Przekrój gosci od 30 lat do ...starszych emerytów. Wieczorami jakieś wystepy muzyczne, trochę tańca ale bez hałasu do rana. Basen średni, jednak dla samych dorosłych wystarcza. Odpoczynek w luksusie ciszy bo żadne dzieci nie krzyczą nad uchem. Świetne drinki w ręku dopełniają relaks.
    Jeszcze jedno - wiele osób skarży się w opiniach na widoki. My po prostu w zamówieniu dopłaciliśmy za pokój z widokiem na morze i sprawa jest wtedy jasna. Mieliśmy bardzo ładny i duży pokój na 8 piętrze z piekną panoramą. Co prawda bylismy jedynymi Polakami na tym pietrze. może więc warto dopłacić ? To też poczucie bezpieczeństa o którym pisza inni turysci.
    Szczerze polecam hotel tym, którzy naprawdę chca odpocząć od hałasu i codziennego tempa zycia.
  • 3.5
    (luty 2017)

    Nie polecam

    Bardzo słabe All inclusive, kawa lura i do tego drobne ciasteczka ze śniadania oraz płaski talerzyk wędlin
    i chleb/bułki. Kawa expresso dodatkowo płatna. Jak zwykle w hotelu dostępne pokoje to pokoje z widokiem bocznym na ulicę. Żadna winda nie zjeżdża z góry na sam dół budynku.
    Wyspa
    uboga w zieleń, dodatkowo podczas 7 dniowego pobytu - 4 dni lał deszcz.
  • 4.7
    (styczeń 2017)

    Super hotel!Bardzomi się podobał-na pewno tam wrócę!

    Byłam w tym hotelu w dniach16-23.01.2017r.Hotel super-nie ma się do czego przyczepić-no może tylko jedna rzecz-nieco mały basen ale w styczniu to nie ma znaczenia bo woda zimna i tak nie można się kąpać. Przepiękny taras z basenem na 6 piętrze hotelu z pięknymi widokami-ocean i plaża.Na tarasie bar otwarty
    w godz. 11-23 z zimnymi i ciepłymi napojami i drinkami i taki sam bar przy plaży/w formule All inclusive/W hotelu bardzo spokojnie i cicho-nie przyjmują rodzin z dziećmi!-co było dla mnie największym atutem !Ale jak ktoś potrzebował rozrywki to wieczorami w barze co dwa dni była muzyka na żywo i można było potańczyć.W godzinach dopołudniowych były prowadzone przez animatorkę zajęcia sportowe-streching,joga,nordik walking,gimnastyka w basenie a po południu różne gry na tarasie przy basenie.Pokoje/sprzątane codziennie/tak czyste ,że w zasadzie można by było jeść z podłogi!Pokoje i łazienki przestronne i ładnie urządzone.No i to jedzenie!...tego nie da się opisać-to trzeba spróbować!Do śniadania świeżo wyciskane soki i... szmpan,do obiadu i kolacji mnóstwo warzyw na ciepło i sałatek,ryby,owoce morza i różne mięsa,no i te desery...!Obsługa bardzo miła.Byłam z biura podróży Itaka-jestem bardzo zadowolona-bardzo sprawna organizacja i opieka rezydenta na miejscu.Polecam wykupienie wycieczek fakultatywnych u rezydenta bo pomimo,że są parę Euro droższe niż w lokalnych biurach podróży ale jest polskojęzyczny przewodnik,który wszystko dokładnie i obszernie opowiada.Pogoda w styczniu na Fuerteventurze świetna-nie było wiatru!Dzień trwa od g.8 rano do g.19.W dzień temperatura ok.25 stopni-można się normalnie opalać.Temperatura rano i wieczór ok.18 stopni i taka sama temperatura wody w oceanie.Poleciałam na Fuerteventurę gdy w Polsce było -20 stopni i ciągły brak słońca-a tam poczułam się jak w raju!Polecam wszystkim tą wyspę na leczenie zimowej depresji!
  • 4.5
    (październik 2016)

    (Prawie) Perfekcyjny (prawie) miesiąc miodowy

    Wraz ze świeżo upieczoną małżonką udaliśmy się do tego hotelu w celu spędzenia miesiąca - właściwie tygodnia - miodowego. Ważne więc dla nas było, by hotel był pięknie i malowniczo położony, z dala od zgiełku miejskiego i z możliwością leżenia i patrzenia sobie głęboko w oczy w ciepłych i słonecznych
    okolicznościach. Położony nad samym oceanem, dosłownie, wychodząc z parteru wchodzi się od razu na oceaniczny piasek. Z góry roztacza się widok jak z pocztówek na najbardziej zapierającą dech w piersiach plażę, na której z regularnością można obserwować pływy oceaniczne, fascynujące skalą i regularnością - około sto metrów plaży ubywało w trakcie następującego co osiem godzin przypływu, lecz po kolejnych ośmiu dostawaliśmy tych sto metrów z nawiązką.

    Samo miasteczko jest spokojne. Więcej tam perfumerii z tanimi perfumami, przecenionymi w stosunku do Polski o jakieś 30-50% niż restauracji i barów - tych naliczyliśmy ledwie jedną godną uwagi, bo z transmisjami Bundesligi i ligi hiszpańskiej, ale bez Premier League, więc nawet darmowe Wi-Fi nas (mnie) nie przekonało.

    Sam hotel: bardzo ładne wnętrze, recepcja duża z zawsze jedną osobą obsługi, czystość zachowana w najwyższym stopniu. Pokój duży, z sterowaną klimatyzacją, szafą rozsuwaną, kilkoma szufladami, telewizorem z kilkoma niemieckimi i hiszpańskimi kanałami, fotelem, wygodnym, dużym łóżkiem. Łazienka duża, z wanną i prysznicem (z rzadko spotykanym systemem sterowania - pierwsza gałka od temperatury, druga gałka od odkręcania wody ze słuchawki, trzecia do odkręcania wody z kranu do wanny), dużym lustrem oświetlanym dookoła oraz małym lusterkiem z powiększeniem na wysięgniku, dużą umywalką i przestrzenią na kosmetyki po bokach (szafek brak). Dodatkowo toaleta i bidet.

    Czystość w pokoju pierwszorzędna. Nie wiem na ile to kwestia napiwku zostawionego pierwszego dnia - 3 Euro pozostawione na pościeli - a na ile standardu hotelu, ale śmiało można powiedzieć, że zasada trzech sekund odnośnie jedzenia upadającego na podłogę nie musiałaby obowiązywać. Dodatkowo, ręczniki wymieniane za każdym razem gdy to zasygnalizowaliśmy zrzuceniem ich na podłogę i wetknięciem karteczki w drzwi. Ponadto, na łóżku za każdym razem pojawiał się inny motyw z ręcznikowego origami - byliśmy zaskoczeni kreatywnością i mnogością propozycji nam zaserwowanych - od kwiatu lotosu po parę całujących się ślimaków... Co prawda dwa razy zdarzyło się, że znaleźliśmy jakiegoś drobnego lokatora, lecz szybka perswazja przy pomocy klapka sprawiała, że wyprowadzały się przez toaletę do robaczkowego raju. Nie mamy ich za złe obsłudze, ponieważ byliśmy na wyspie, gdzie małym żyjątkom powodzi się lepiej niż w klimacie umiarkowanym, więc decydując się na taki kierunek, trzeba mieć to z tyłu głowy. Co innego, gdyby to była plaga opancerzonych potworów, ale to były dwie sztuki na siedem dni pobytu...

    Jako, że wykupiliśmy opcję all-inclusive, możemy również podzielić się spostrzeżeniami na temat jedzenia i picia. Śniadania to płatki w kilku kształtach, jajka pod kilkoma postaciami, mięso w kilku formach, owoce, kawa w dzbanuszkach. Skrojone bardziej pod żołądek angielski, lecz polski również śmiało mógł się zapełnić ze smakiem. Menu obiadowe składało się z genialnych ryb, dobrej pizzy, smacznych makaronów, okazjonalnie pysznych mięs, jednej zupy, mnogości sałatek, czterech smaków lodów i kilku rodzajów ciast - te dwa ostatnie elementy po dwóch dniach stały się bardziej przewidywalne niż kierunek z którego rano wstaje słońce. Jeśli chodzi o napoje - dostępna jest karta z zaznaczonymi pozycjami obejmowanymi przez all-inclusive - wszystko co ponad jest za dopłatą. Komunikat jest oczywisty i prosty, nie pozostawiający wątpliwości. Kelnerzy przychodzą, konsument zamawia, kelner przynosi, konsument wypija, kelner pyta czy dolać, konsument się godzi, prosi o coś innego lub uprzejmie dziękuje. Inaczej ma się kwestia z tabliczkami nad daniami, mającymi informować co za chwilę wrzucimy na talerz. Przeważnie ich nie ma. Jeśli są, to w pięciu językach w tym po polsku. Prawie po polsku, ponieważ zdarzało się, że za chwile byśmy zjedli jogurt z kurczaka (czyt. kurczaka w sosie jogurtowym) lub pomidorową z serem (czyt. mozarella z pomidorem). Dokładniejsze info powstało w formie ikonek z kurczakiem, rybą, krową lub innym zwierzakiem/warzywem.

    Skoro już jemy i pijemy - po obiedzie do baru nad basenem wjeżdżały przekąski, które były też na obiedzie. Cudów nie było, nie było też dramatów - ot przekąski słodkie w dwóch odsłonach, na które się absolutnie nie miało ochoty w takiej temperaturze. Jednak w barze jak to w barze - chodzi o drinki. A te są serwowane pierwszorzędne - tequila sunrise, mojito, daiquiri truskawkowe, whisky z colą (prawdziwą, nie HoopColą), Amstel, woda gazowana - wszystko cudne. Zimne, dobrze przyrządzone, w odpowiednich ilościach, z odpowiednim procentem. Co prawda obsługa nie mówi zbyt dobrze po angielsku, ale łatwiej nauczyć się się hiszpańskiego - dos mojitos [czyt. do mohitos] działa jak złoto, za każdym razem.

    Jak bar nad basenem to jest i basen. Mały powiedzą złośliwi, ale wystarczający powiedzą realiści. Chętnych na kąpiele było niewielu - nie wiadomo czy to przez ich już podeszły wiek, czy też przez temperaturę minimalnie zbyt niską, by komfortowo wskoczyć wprost z leżaka. Jednak jak się przyzwyczaiło, wszystko było cacy. Był jeszcze jeden basen, a właściwie brodzik, gdzie temperatura była wyższa, ale trudno pływać w wodzie głębokiej na 40cm.

    Ze względu na fakt, że większość osób w hotelu to byli emerytowani obywatele RFN lub Wielkiej Brytanii, największym wzięciem cieszyły się leżaki. O ile hotel nie patrzył pobłażliwym wzrokiem na "rezerwowanie" ręcznikami (dostępne w recepcji 10 euro kaucji - drobna opłata za wypranie), miejsc około 11 już wolnych nie było. Co prawda jak się przyszło kilka minut wcześniej dało się coś znaleźć, ale najlepsze rozwiązanie to łóżko balijskie w odizolowanej strefie. Cena: 10 euro za dzień, 20 euro za opcję z butelką szampana, 30 EUR za opcję z szampanem i truskawkami. W zamian dostajemy przecudowny widok jak ze zdjęć na Instagram/pocztówki/teledyski, wygodne łóżko z zasłonami, ciszę i spokój. Dla nas - układ doskonały. A drinki przynosiliśmy z baru...

    Animacje - nie ma co liczyć. Hotel stawia na rozrywkę kameralną, delikatnie szemrzącą gdzieś w tle, a nie na głośny aerobic w wodzie. Jak ktoś chce tu się rozerwać w jakiś niecodzienny sposób - lepiej wyjść z hotelu i wynająć samochód terenowy na cały dzień (ok. 100EUR) lub przejść się na Targ Senegalski, gdzie kupić można niemal wszystko, za cenę nieprzyzwoicie niską jak na produkty Armaniego lub D&G, które przebyły długą drogę z Chin.

    Podsumowując: o ile kwestię miesiąca miodowego, który był niemal miesiącem wyjaśniłem na początku, o tyle pozostaje kwestia bliskości do perfekcji. Bo czy drobne niedogodności w znalezieniu miejsca w restauracji hotelowej (trzeba było czekać 45 sekund, aż Hugo nakryje nam stolik), horrendalnie drogie Wi-Fi (co zrobiło nam przysługę, ponieważ nie ciągnęło nas do świata zewnętrznego w czasie, gdy chcieliśmy się sobą nacieszyć), o zgrozo "skomplikowany" system wind, gdzie aby dotrzeć na plażę trzeba było najpierw zjechać do piętra pierwszego, a potem zejść schodami na sam dół wystarczy, żeby wystawić ocenę niższą niż 10/10? Możliwe. Jednak pozwólcie, że Wam coś opowiem dzieci.

    Od pierwszego dnia po przybyciu do pokoju rekomendowano nam, by wykupić sejf. Drzwi w pokoju: informacja o tym, że hotel nie odpowiada za rzeczy pozostawione na terenie hotelu i pokoju, chyba, że są zamknięte w sejfie. Spotkanie z rezydentem pierwszego dnia: „Kradzieże się tu nie zdarzają, ale proszę przemyśleć wykupienie sejfu. Warto zapłacić tych kilka złotych i spać spokojnie”. Informacja w recepcji. Informacja w barze. Cóż. Hotel zabezpiecza się na tyle na ile może, lecz mąci to spokój sumienia, gdy zaczynasz się zastanawiać nad swoim bezpieczeństwem. Nie lubisz myśleć czy warto kupić sejf czy nie – chcesz zakładać, że nie musisz go mieć, a gdy z każdej strony atakuje Cię informacja, że może to jednak dobry pomysł, martwisz się czy wszystko jest ok. A zamartwianie się to pierwszy krok do popsutych wakacji. Drugi, o wiele większy, to sama kradzież. Nas to nie dotknęło. Innych tak. Osiem pokoi zostało okradzionych na trzy noce przed naszym odjazdem. Złodzieje wchodzili w nocy, przez otwarte balkony i zabierali to, co znaleźli – pieniądze, wartościowe rzeczy, dokumenty. Rano, gdy przedstawiciele hotelu zostali zaalarmowani, było już za późno. Jednak okazało się, że za interwencję policji mieli zapłacić okradzeni goście. Jaki był finał tej sprawy nie wiem, lecz to są fakty, które dość mocno zakłóciły nasz sen na dwie kolejne noce.

    Koniec końców wakacje bardzo udane. Hotel, pokój, obsługa, jedzenie, wyspa – wszystko spełniło nasze oczekiwania. Rysą na szkle są drobne niedociągnięcia i jedno duże. Czy polecam ten hotel? Tak, z drobnymi ale. Czy było tak jak sobie to wymarzyliśmy? Tak. Czy pojechalibyśmy tam ponownie? Tak. I nadal byśmy zamykali balkon na noc.
  • 3.3
    (sierpień 2016)

    Ostatni raz

    Hotel położony tuż przy plaży,brak dzieci,ale na publicznej plaży pełno.Serwis plażowy 13,5 EU.Pokoje duże,bardzo duża łazienka,łóżka z zapadniętymi materacami,stare meble,internet w pokojach nie działa.Jedzenie ok,nawet wybór owoców morza.Jednak można zapomnieć o widoku na ocean,ponieważ stołówka jest
    ciemna,bez okien.W barze przy plaży brak kawy,po prostu nie ma,więc trzeba się wrócić do baru w budynku na 6 piętro.Basen hotelowy jest mikroskopijny,10 osób max.Przy leżakach w hotelu i na plaży brak stolików.W pokojach cieknie woda z klimatyzacji na podłogę.Obsługa bardzo miła,uczynna,uśmiechnięta.W hotelu oczywiście 90% niemieckich emerytów.