Ocena klientów na podstawie 1 opinii

Lokalizacja: 5,0
Pokój: 5,0
Posiłki: 5,0
Basen: 5,0
Czystość: 5,0
Obsługa: 5,0
Średnia ocena 5.0

100% osób poleca ten hotel

Polecany dla:
rodzin z dziećmi poniżej 5 roku życia
Mocne strony:
lokalizacja, pokój
Słabe strony:
brak
Klienci polecają hotel dla:
  • rodzin z dziećmi poniżej 5 roku życia
  • rodzin z dziećmi powyżej 5 roku życia
  • par
  • ceniących spokój i ciszę
  • seniorów

Opinie Klientów (1)

Znasz ten hotel? Podziel się opinią!
  • 5.0
    maj 2010

    crème de la crème - Sandy Lane, Barbados

    Wstajesz rano i myślisz sobie ‘to będzie najgorszy dzień ever’. I co wtedy? Albo nie wychodzisz z łóżka i gapisz się w sufit przez cały dzień, albo zasłaniasz oczy i jak dziecko udajesz, że Cię nie ma, albo… no właśnie, pakujesz walizkę, jedziesz na lotnisko i wtedy nie musisz udawać. Bardzo dużo podróżuję.
    Wszystko zazwyczaj jest dokładnie zaplanowane, ale w maju 2010r w związku z zawirowaniami osobistymi w kilka sekund spakowałem się, poleciałem do Londynu, skąd następnego dnia wsiadłem w samolot Virgin Atlantic, żeby po prawie 10h lotu znaleźć się w hotelu Sandy Lane na Barbadosie. Mijają prawie 3 lata, po drodze przejeżdżam pół świata, zwiedzając naprawdę fajne miejsca, a jednak Sandy Lane jest tym, które w dalszym ciągu znajduje się na samym szczycie i pewnie długo z niego nie spadnie. Lotnisko w Bridgetown jest oczywiście bardzo małe, ale jednocześnie sprawne i szybkie. Na zewnątrz czekał na mnie kierowca srebrnego Rolls Royce’a, który zawiózł mnie do hotelu. Wtedy pomyślałem, że skoro tak zaczyna się impreza, to pointą będzie totalny przepych i tandeta. Nie! Zaskakiwany byłem od samego wejścia - przepyszny welcome drink i najmilsza na świecie obsługa sprawiły, że natychmiast poczułem się jak w domu (i żeby nie było, na co dzień nie jeżdżę srebrnym Rolls Royce). Po drodze do pokoju zauważyłem, że w hotelu nie było zbyt wielu gości, co wiązało się z ciszą i spokojem, czego akurat bardzo potrzebowałem! Po otwarciu drzwi było kolejne wow. Gdziekolwiek nie spojrzałem widziałem doskonałą jakość wykonania, klasę i smak, co z resztą potwierdzają zdjęcia. Poza oczywistymi marmurami i kryształami, był jeden gadżet, którego nigdzie indziej nie spotkałem. Mianowicie panele sterujące światłem, muzyką i zasłonami, znajdujące się przy łóżku, na ścianie i w łazience. Świetne udogodnienie, zwłaszcza po długiej podróży, kiedy ostatnią rzeczą, na którą masz siłę to wstać z łóżka po to, żeby zasłonić okno. Jako, że na miejscu byłem ok. 16:00, miałem tylko chwilę, żeby zobaczyć okolicę (czyt. plażę. Prawie punktualnie ok. 18:00 zachodzi słońce). Tam też spędziłem większość swojego kilkudniowego pobytu. Myślę, że wtedy powinienem zacząć pisać poradnik ‘Jak przejechać pół świata po to, żeby robić NIC’. Po co tylko robić cokolwiek, kiedy w Sandy Lane masz wszystko - pola golfowe, SPA, kilka restauracji i barów, wypożyczalnie sprzętu. Jeżeli masz ochotę na film, to wystarczy, że będąc na leżaku spojrzysz w lewo albo w prawo, bo jest to miejsce, w którym odpoczywa Hollywood. Jesteś głodny? W kilkanaście minut kucharze mogą spełnić najdziwniejsze kulinarne kaprysy, a posiłek zostanie podany, gdzie tylko chcesz – przy basenie, do pokoju, albo na mojej ulubionej plaży. I wtedy, gdy myślisz, że być może przesadzasz, pojawia się obsługa, która mówi ‘proszę się absolutnie niczym nie przejmować. Jesteś na wakacjach, a my dbamy o to, żeby ci było jak najlepiej’. Bajka. Problem jest tylko jeden, jeżeli nie masz walizki pieniędzy, nie potrafisz kombinować, albo nie jesteś urodzonym dzieckiem szczęścia - jak ja - to takie wyjazdy są trudne do zorganizowania. Prawie całość zapłaciłem punktami American Express, poza tym w związku z promocją dostałem 4 noce w cenie 2 oraz vouchery do restauracji i SPA, więc sam koszt wyjazdu był śmiesznie niski. Jako, że z założenia prawie nigdy nie robię zdjęć, tym razem też przywiozłem tylko kilka.
ZGŁOŚ UWAGI DO STRONY